Rodzina na mecie, życiówka na zegarze. Poznajcie Mistrza PeBeKa S.A.
Nie zawsze najważniejszy jest czas na zegarze. Czasem dodatkowych sił na ostatnich metrach dodaje świadomość, że na mecie czeka ktoś bliski. Marcin Szczep dobrze o tym wie. Podczas 40. Biegu Barbórkowego o „Lampkę Górniczą” nie tylko zdobył tytuł Mistrza PeBeKa S.A., ale też spełnił cel, na który pracował przez cały rok. Zapytaliśmy go o biegowe początki, treningową codzienność i to, co sprawia, że chce być coraz lepszy.
Marcin, za Tobą 40. jubileuszowy Bieg Barbórkowy o „Lampkę Górniczą”. Jak wspominasz tegoroczny start?
To był mój czwarty Bieg Barbórkowy z rzędu i zdecydowanie najlepszy. Pogoda dopisała, a warunki sprzyjały bieganiu. Choć dla mnie im chłodniej, tym lepiej. Jesień i zima to idealny czas na treningi.
Na mecie zegar pokazał 39 minut i 36 sekund. To wynik, na który czekałeś?
Tak! Przez cały rok polowałem na złamanie 40 minut na dystansie 10 kilometrów. W poprzednim roku zabrakło mi trochę do tego celu, ale tym razem się udało. Jestem bardzo zadowolony.
A jak zaczęła się Twoja przygoda z bieganiem? Zawsze byłeś aktywny sportowo?
Wcześniej trenowałem głównie piłkę nożną. Sport zawsze mi towarzyszył, choć po szkole miałem kilka lat przerwy. Kiedy życie trochę się ustabilizowało, chciałem znów zrobić coś dla siebie. Bieganie było najprostszym rozwiązaniem. Nie potrzebowałem drużyny ani specjalnego sprzętu.
Pamiętasz swój pierwszy start?
Zaczęło się właśnie od Biegu Barbórkowego w 2023 roku. Chciałem sprawdzić, czy w ogóle dam radę przebiec 10 kilometrów. Wcześniej zacząłem sam wychodzić na treningi, stopniowo zwiększałem dystans i w końcu się udało. Od tamtej pory co roku startuję w Biegu Barbórkowym „O lampkę górniczą”, a także w innych biegach.
Co poza sportową ambicją motywowało Cię na początku?
Chciałem też zrzucić trochę kilogramów i lepiej się poczuć we własnej skórze. Z czasem bieganie stało się czymś więcej. Teraz cały czas chcę poprawiać wyniki i sprawdzać, na co mnie stać.
Jak wygląda Twoja biegowa codzienność?
Zwykle mam cztery treningi biegowe w tygodniu i jeden trening na siłowni. Przez ostatni rok współpracowałem z trenerem online, a teraz układam treningi sam. Staram się biegać przed pracą, bo przy zmianowym grafiku wieczorem nie zawsze łatwo znaleźć na to siły i czas.
Na biegach często można spotkać rodzinę i znajomych kibicujących zawodnikom. Czy Twoi bliscy również pojawiają się na mecie, żeby Cię dopingować? Jak ważne jest dla Ciebie ich wsparcie?
To dla mnie bardzo ważne. Najlepsze biegi to te, na których wiem, że rodzina czeka na mnie na mecie. Ich doping pozwala wykrzesać z siebie jeszcze trochę sił na finiszu.
Twój syn również jest aktywny sportowo - pływa, gra w koszykówkę, a czasem startuje z Tobą w biegach. Cieszy Cię, że sport stał się też częścią jego życia?
Tak, bardzo. Ma teraz osiem lat i coraz więcej własnych zajęć. Kiedy zapisuję się na bieg, często jest też bieg dla dzieci, więc zgłaszam również jego. Nie zawsze walczy o zwycięstwo, ale ma frajdę z udziału i kolekcjonuje medale. To najważniejsze.
A jakie są Twoje kolejne sportowe cele?
Chciałbym kiedyś przebiec maraton, ale dopiero wtedy, gdy będę dobrze przygotowany. Na razie skupiam się na poprawianiu wyników. Jeśli udałoby mi się zejść na 10 kilometrów do 35 minut, byłbym z siebie bardzo zadowolony.
![]()